Przyłączam się do podziekowań dla naszych niespotykanie gościnnych "gospodarzy": Jasi i Janusza

.
Gwoli wyjaśnienia: gdy sprzedałem Nomada chciałem oczywiście kupić motocykl, ale diabli mnie podkusili i kupiłem Goldasa

.
Po dojechaniu do Radzynia Podlaskiego okazało się, że akumulator jest "pusty" - gdzieś po drodze straciłem ładowanie. Misterny plan wyjazdu trzeba było zmienić. Uprzejmy właściciel myjni pożyczył prostownik i na samym akumulatorze rozpocząłem drogę powrotną do domu - dojechałem do Lublina (właściwie to ciut dalej bo do Wierzchowisk). Tam, jak słusznie pisze Marek, upojny wieczór i noc - niektóre, nadające się do publikacji zdjęcia zamieszczę wkrótce w galeriach, a po dojściu do przytomności w niedzielne południe i naładowaniu akumulatora dotarłem szczęśliwie do Zamościa, mijając po drodze Krzysztofa, który mknął na swojej maszynie na spotkanie naszej ekipie.
Przy okazji obalam info ze strony klubu GWL, że na samym akumulatorze można przejechać Goldasem tylko około 40 km. Spokojnie pokonywałem odcinki 100 km, co prawda po wyjęciu bezpiecznika lampy głównej i bez włączania radia - pozostałe oświetlenie działało, pompa paliwa, układ zapłonowy i automatyka pobierały prąd i miałem jeszcze spory zapas, myślę że conajmniej na kolejne 50 km
