Zakładam ten temat, żeby na gorąco zdać relację i podzielić się paroma refleksjami choćby dla tych, którzy nie byli...
Wyruszyliśmy tuż po ósmej, ja, Wichura, Turysta z Kasią, Czoko i Ewa. Troche zmarzliśmy po drodze, ale czy to ciepłe przyjęcie w Tomaszowie, czy wychodzące zza chmur słońce szybko nas ogrzały

Przejazd około 50 motocykli zorganizowany na piątkę z plusem. Widać, że macie doświadczenie - sprawnie, nie za szybko, nie za wolno, bez zrywów i nagłych hamowań, nie wspomnę o eleganckim blokowaniu skrzyżowań (bezpieczeństwo). Nie wiem, kto prowadził, ale moje gratulacje, bo to nie jest taka prosta sprawa, jak by się mogło wydawać. Dodam, że i Ewa, która ma prawko od tygodnia, a własny motocykl od trzech tygodni, czuła się pewnie i bezpiecznie. Świetnym pomysłem był przystanek w Suścu. Nie tylko to, że miejsce idealne, ale tez i był czas się spotkać, pogadać chwilę. Trasa wybrana również z głową - czasem myślę też o tych, którzy jadą puszkami za nami. Nie blokowaliśmy jednej, uczęszczanej trasy zbyt długo, poza tym i jesienne widoki Roztocza piękne

Wracając z Kawęczyna Zgrywus przeciągnął nas najkrótszą trasą - Ło matkooo!!!

Na Roztoczu jest jeszcze dużo dróg do poprawy

Zawinęliśmy na chwilę do siedziby klubu. Fajne miejsce, a Wasza gościnność, czyni je jeszcze lepszym. Niestety obowiązki wzywają - moje dobermany nie lubią być głodne

Spokojnie i bezpiecznie dotarliśmy do domu jeszcze przed zmrokiem. Po drodze spotkaliśmy jeszcze Głazia z Głaziową. Jechaliśmy nawet kawałek razem. Zapraszali nas jeszcze do Lubaczowa, ale obowiązki wzywają do domu…
Żal było odjeżdżać, bo i gitara już czekała na Aleksa i ogień już się palił… Powiem po prostu: dziękujemy i do miłego zobaczenia
P.S. Coś mi się jeszcze przypomniało... Wcześniej wyciągnąłem Wichurę parę razy w Bieszczady. Zawsze wracała bardzo zmęczona, choć trasa była o wiele krótsza. Głównie zakręty były dla niej męczące i ciągle jeszcze trudne. Pytam, czy dziś nie jest zmęczona, choćby po zakrętach

"Jakie zakręty??? To były łagodne łuki"

Wojownik musi czuć zapach wojny, musi wiedzieć, że jest potrzebny. W czas pokoju tylko dudnienie KODO jest zwiastunem błogosławieństwa Cesarza do wymarszu na bój.