Wreszcie zdesperowani ustaliliśmy, że bez względu na wszystko ruszamy we wtorek 16 lipca.
Ruszyliśmy w składzie 3-y osobowym, osobników w wieku mocno zaawansowanym (Sabix, Manson, WB - łącznie niespełna 200 lat), około godz. 11.00, choć Andrzej do ostatniej minuty obsługiwał klientów serwisu.
Pierwszy postój na tankowanie Hondy Mansona w okolicach Jarosławia. Nasze 2 GoldWingi było tankowane zdecydowanie rzadziej (23 litry w baku), ale za to jak już do tego dochodziło to piły konkretnie. Obiad w znanej już kilku z Was knajpie z samolotem w Lutczy. Ponieważ byliśmy już w Bieszczadach Zachodnich, a słońce było jeszcze wysoko zwiedziliśmy Muzeum Górnictwa Naftowego w Bóbrce (Manson czuł się prawie jak za dawnych czasów) . Mnie udało się nawet nie zepsuć makiety wieży wiertniczej uruchamianej korbą. Na bazę wypadową wybraliśmy gospodarstwo agroturystyczne w Daliowej (bo niedaleko przejścia w Barwinku) - bardzo mili gospodarze i dobra kuchnia. Oto dane kontaktowe:
Olimpia i Dariusz Wilczek, Daliowa 53, 38-485 Jaśliska, tel: 13 431-03-81, 661-106-832, e-mail: zakucie@vp.pl, http://www.zakucie.republika.pl" onclick="window.open(this.href);return false;
Odpoczynek i planowanie. Następnego dnia ruszyliśmy na Słowację. Najpierw tankowanie w Barwinku, a potem do Starej Lubovny na zwiedzanie zamku. Andrzej odkrył, że był on w przeszłości własnością m.in. Zamoyskich. Na jego uwagę, ze przyszliśmy oglądać swoje włości miejscowi zareagowali z "wymuszonym spokojem". Jeszcze pożegnalne fotki na tle zamku i ruszamy dalej. Widoki w czasie drogi w Tatry Wysokie momentami zapierały dech w piersiach. Po nasyceniu oczu pięknymi górami (w sumie byliśmy blisko Zakopanego, tylko z drugiej strony pasma Tatr) ruszyliśmy do Popradu, a stamtąd tym razem autostradą, w kierunku Presova i Svidnika.
Po drodze tankowanie i piękny zamek w miejscowości Spisky Hrad oraz klimatyczny przejazd prawie 5 kilometrowym tunelem (niestety brak fotek). Blisko granicy z Polską, w miejscowości Hunkowce, odpoczęliśmy i zwiedziliśmy niemiecki cmentarz wojenny z czasów bitwy o Przełęcz Dukielską. Ponieważ Słowacja była już za nami (u nich tolerancji na % nie ma!) kolacja była bardziej wystawna. Po kolacji utrudzeni poszliśmy spać. Nazajutrz pobudka, pożegnalna fotka na tle naszego popasu i w Bieszczady. Najpierw Komańcza i Klasztor w którym internowano Kard. Wyszyńskiego. Po drodze do Cisnej spotkanie z Bieszczadzką Ciuchcią ... i odpoczynek w Cisnej. Z Cisnej przepięknym skrótem przez Dołżycę ... do Terki - wiadomo, że na pstrąga: Okazuje się, że rybka "palce lizać", a motocykliści mają tam specjalne przywileje: Następnie zwiedzanie wnętrza zapory elektrowni w Solinie (szkoda, ze Was tam nie było koledzy z PGE!!!). Niestety nie można było robić fotek (były próby z ukrycia bo ochroniarz łaził za nami jak nie przymierzając podejrzliwa żona, ale bez lampy niewiele z tego wyszło). Z Soliny skok do Myczkowiec i zwiedzanie Ośrodka Rehabilitacyjno-Wypoczynkowego Caritas. Główna atrakcja to makiety cerkwi z różnych stron świata. Opuszczamy Bieszczady trasą na Ustrzyki Dolne, Krościenko, Birczę i Krasiczyn, gdzie spożywamy tradycyjne kartacze, a ja gubię telefon (przy okazji proszę wszystkich o odzywanie się bo utraciłem listę kontaktów
Z Krasiczyna przez Przemyśl i Jarosław do Lubaczowa i wystawne przyjęcie u jednej z córek Sabixa.
Wieczorna pora i ponad 1000 km trasa dawała nam się już we znaki, więc bez zbytniego ociągania się ruszyliśmy do Zamościa.
W domu byliśmy około 21.00: zmęczeni ale bardzo, bardzo .... zadowoleni.
Już myślimy jak by tu taki wypadzik, tym razem np. na wschodnią Słowację lub Mazury powtórzyć.