Razem z Basią, Mirkiem i Waldkiem odwiedziliśmy najpierw cmentarz parafialny w mojej rodzinnej miejscowości, gdzie pochowano część zamordowanych przez bandytów z UPA mieszkańców Łubcza: Z Gródka już we trójkę (Basia, Mirek, WB) udaliśmy się pod pomnik na Łubcze: Tak wygląda nowa tablica pomnika: A tak wygląda tablica pierwotna, którą zasłonięto donicą z kwiatami: Jak widać, w ramach tzw. "poprawności politycznej" albo wskutek ukraińskich nacisków, zmieniono słowo "banda" na "oddział"
Kolejne światełko pamięci zapłonęło w Tarnoszynie, gdzie w centrum wsi stoi okazały pomnik (groby ofiar zwyrodnialców bandery znajdują się na miejscowym cmentarzu): Z Tarnoszyna nastąpił krótki przejazd do pomnika w Łachowcach: Zwróćcie uwagę na wiek ofiar!
W sąsiednim Radkowie też, jak w większości miejscowości tego regionu, czczeni obecnie na Ukrainie "bohaterowie UPA" dzielnie "walczyli" z polskimi kobietami, starcami i dziećmi: Korzystając z okazji zrobiliśmy niespodziankę Brylowi odwiedzając go "w miejscu stałej dyslokacji".
Ostatnim miejscem pamięci ofiar band ukraińskich, które zdążyliśmy tego dnia odwiedzić był pomnik w Steniatynie: Mimo, że z założenia była to smutna podróż ze zniczami, na naszej trasie oprócz przepięknych, letnich krajobrazów zdarzały się różne ciekawostki, na przykład stojący obok pomnika, kiedyś obwołałny najpiękniejszym w Polsce, przystanek autobusowy w Radkowie: czy też przepiękne miejsce wypoczynku położone przy jednym z Grodów Czerwieńskich: Był to dzień, w którym przywołana pamięć o naszych mordowanych przez UPA setkami i tysiącami krajanach: mężczyznach i ledwo co znających smak życia chłopcach, bezbronnych starcach i kobietach, kilkuletnich dzieciach i niemowlętach, którym i tak pełne wojennych cierpień i niedostatku dzieciństwo przerywała okrutnie zadana śmierć z ręki ukraińskich oprawców, wlewała w nasze serca smutek, żal że nie potrafiliśmy jako naród obronić nawet tych najbardziej bezbronnych i niepokój o to, czy w świetle tego co dzieje się za naszą wschodnią granicą, historia znowu się nie powtórzy, dotykając tak boleśnie jak wtedy naszych najbliższych.
Była to piękna niedziela 10 lipca 2016 r. na spokojnej ziemi zamojskiej: