Pewnie u większości za oknem śnieg, i dlatego wznawiam temat.
Wczoraj około godziny 10:00 pojechałem motocyklem do siostry na roboty przymusowe,
Pogoda dopisywała, nie padał śnieg i też było bezwietrznie. Odpaliłem tenere i po paru ślizgach byłem na drodze głównej, asfalcik taki sobie, troszkę śniegu i lody, ale dało radę jechać (droga wojewódzka). Dojechałem do skrzyżowani gdzie musiałem skręcić na drogę gminną. A tam nie miła niespodzianka,

droga pokryta ubitym śniegiem i lodem, troszkę się przeraziłem, ale jadę dalej. Po drifcie na skrzyżowaniu (dziwne, że gleby nie zaliczyłem), posmakowałem niepewności na bardzo żeby nie napisać zaje….. śliskiej nawierzchni, ale jechałem do celu z prędkością 30/40 km/h. Po małych problemach z wjechaniem na posesję, udało mi się dojechać do celu w jednym kawałku. A teraz droga powrotna. Jest 16:00, ciemno mróz, a w dzień była odwilż. Na drodze lodowisko, że trudno było utrzymać się na nogach. To sobie myślę, „co nie dam rady”. Ruszenie z miejsca zajęło mi 15 minut, ale po przejechaniu 2 m motocykl staną w miejscu no i gleba. Gumy zachowywały się jak saneczki i buty też niestety, żeby podnieś motocykl musiałem za każdym razem kopać butami dołki na buty żeby mieć przyczepność, motocykl musiałem naciągać na siebie żeby go podnieść, bo o tradycyjnym sposobie można było zapomnieć. Pozbierałem się i próbuje dalej.
Jadę, jadę, jadę i z znienacka szlif i obrót 360 stopni. Jakimś cudem udało mi się zaciągnąć motocykl na pobocze gdzie było troszkę śniegu. Ruszam jadę już jakieś 20 m i nagle tylni koło łapie ślizg, myślę: „ciągnę dalej”, tylnie koło zjechało mi na lód, i teraz jadę driftem (jak na żużlu) no i zonk przednie koło tez mi złapało poślizg. I tym sposobem zaryłem w bramie mojej szkolnej koleżanki (jej słowa: „Andrzej ty wariacie). I się podałem, z pomocą Pana Piotra zapchałem tenere do garażu mojej siostry, który znajdował się 50 m od uderzenia w bramę, co zajęło nam trochę czasu. I wróciłem do domu samochodem.
Straty w tenerce: NIC
A ja mam poobijane nogi i ręce. Lewą rękę to jeszcze dziś nie mogę w pełni rozprostować
Ale warto było pojechać motocyklem
