Re: Dzień Dziecka 5 czerwca w Lubaczowie
: środa, 16 czerwca 2010, 07:27
Napiszę tak.
Nie śledzę innych wyjazdów oraz szczegółowo innych tematów ponieważ nie mam tyle wolnego czasu. Zależało mi na tym żeby stawić się u Roberta - jednak długie przygotowania do imprezy nie pozwoliły mi w ostatniej chwili zmienić planów.
Robert do końca był przekonany, że z KBM stawi się spora liczba motocykli. Rozmawiałem z nim więc byłem o tym wręcz przekonany. Z treści postów przed wyjazdem wynika to samo - chyba, że moje wnioski są błędne. Pojawiają się pojedyncze deklaracje, w których chłopaki piszą, że nie mogą przyjechać. Wniosek - jednak będzie spora grupa.
Najgorsze jest jednak to, że przed samym przyjazdem nikt nie napisał, nie zadzwonił, po prostu nie dał znać, że tak będzie.
Robert na Was czekał. Czytając posty - miał prawo.
Może inne porównanie, które bardziej dotrze do tych co po czasie się tłumaczą. Przykład.
Umawiam się na podpisanie bardzo ważnego kontraktu - nie przyjeżdżam. Minął termin - nikogo nie poinformowałem o tym, że nie przyjadę. Po terminie dzwonię lub odpisuję - podpiszmy go jutro (za tydzień ...).
Wniosek. Zapewne każdy będzie miał swój. Mój jest taki - koleś się umówił, nie przyjechał, nie dał znać. Pierwsze myśli - może korek, później może jakiś wypadek ... Okazuje się, że wszystko w porządku ale były inne ważniejsze sprawy.
Ja bym tego kontraktu nie podpisał.
Nie śledzę innych wyjazdów oraz szczegółowo innych tematów ponieważ nie mam tyle wolnego czasu. Zależało mi na tym żeby stawić się u Roberta - jednak długie przygotowania do imprezy nie pozwoliły mi w ostatniej chwili zmienić planów.
Robert do końca był przekonany, że z KBM stawi się spora liczba motocykli. Rozmawiałem z nim więc byłem o tym wręcz przekonany. Z treści postów przed wyjazdem wynika to samo - chyba, że moje wnioski są błędne. Pojawiają się pojedyncze deklaracje, w których chłopaki piszą, że nie mogą przyjechać. Wniosek - jednak będzie spora grupa.
Najgorsze jest jednak to, że przed samym przyjazdem nikt nie napisał, nie zadzwonił, po prostu nie dał znać, że tak będzie.
Robert na Was czekał. Czytając posty - miał prawo.
Może inne porównanie, które bardziej dotrze do tych co po czasie się tłumaczą. Przykład.
Umawiam się na podpisanie bardzo ważnego kontraktu - nie przyjeżdżam. Minął termin - nikogo nie poinformowałem o tym, że nie przyjadę. Po terminie dzwonię lub odpisuję - podpiszmy go jutro (za tydzień ...).
Wniosek. Zapewne każdy będzie miał swój. Mój jest taki - koleś się umówił, nie przyjechał, nie dał znać. Pierwsze myśli - może korek, później może jakiś wypadek ... Okazuje się, że wszystko w porządku ale były inne ważniejsze sprawy.
Ja bym tego kontraktu nie podpisał.