Asysta u Fida 01-10-2011 r.
: sobota, 1 października 2011, 19:39
Zgodnie z życzeniem Pana Młodego pozbieraliśmy się ostatkiem sił przeznaczonych na ten sezon i o wyznaczonej godzinie stawiliśmy sie pod miejscem stałej dysloakcji naszego kolegi, który pomimo naszych perswazji postanowił popełnić ten nierozważny czyn.
Widząc, że autodestrukcyjna decyzja kolegi jest nieodwołalna W.B. uprzedził kościelnego i zebrał do specjalnej koperty datki przeznaczone dla Pana Młodego na wspomożenie zakupu nowego motocykla, które niektórzy bluźnierczo przeznaczali na jakiś tam wózek, kołyskę czy inne takie tam zupełnie zbędne przedmioty.
By wiadomo było kto brał udział w ostatniej posłudze Wiktor zbierał dane osobowe uczestników.
Udaliśmy się po Pannę Młodą. O dziwo nie chciano nam jej wydać. Ale nas było więcej, a jak powszechnie wiadomo "I Herkules d... kiedy ludzi kupa". Wiedząc o tym Fido siedział grzecznie w samochodzie i z ufnością oczekiwał na wynik negocjacji.
Chcąc mimo wszystko odmienić marny w skutkach los kolegi niektórzy do statniej chwili próbowali odwieść Fida od tego brzemiennego nomen omen w skutkach czynu.
Nie udało się i wylądowaliśmy w kościele, tzn. młodzi: My raczej pod kościołem, i to w dość luźnej formie: Po wykoaniu swej powinności Pleban wypuścił wreszcie młodych i można było złożyć życzenia, wręczyć upominki no i pożegnać się z naszym kolegą, który nieodwołanie pod damski pantofelek, i to z uśmiechem na ustach, trafił.
Naszą powinnością było jeszcze odprowadzić Parę Młodą do domu weselnego, by w szczególności Pan Młody smutek, który z oczu mu wyzierał za wolnością utraconą, w wodzie ognistej mógł ugaścić. Co też ze zrozumieniem w sercu uczyniliśmy. Ostatecznie dlaczego miałby mieć lepiej niż my:
Chcąc mimo wszystko odmienić marny w skutkach los kolegi niektórzy do statniej chwili próbowali odwieść Fida od tego brzemiennego nomen omen w skutkach czynu.
Nie udało się i wylądowaliśmy w kościele, tzn. młodzi: My raczej pod kościołem, i to w dość luźnej formie: Po wykoaniu swej powinności Pleban wypuścił wreszcie młodych i można było złożyć życzenia, wręczyć upominki no i pożegnać się z naszym kolegą, który nieodwołanie pod damski pantofelek, i to z uśmiechem na ustach, trafił.
Naszą powinnością było jeszcze odprowadzić Parę Młodą do domu weselnego, by w szczególności Pan Młody smutek, który z oczu mu wyzierał za wolnością utraconą, w wodzie ognistej mógł ugaścić. Co też ze zrozumieniem w sercu uczyniliśmy. Ostatecznie dlaczego miałby mieć lepiej niż my: