Po drodze było zwiedzanie jednego z bunkrów Linii Mołotowa: Ponieważ nie wszyscy w Horyńcu byli, musiałem pokazać najciekawsze okoliczne atrakcje:
Nowiny Horynieckie: Zalew: No i oczywiście obiecany deser: zwłaszcza Dylowi: W czasie wycieczki zdarzały się też odcinki "terenowe": Ponieważ dzień zbliżał się ku końcowi, a pogoda zdecydowanie sugerowała nam, że czas wracać pod dach w szybkim tempie udaliśmy się do Zamościa. Dopiero na kilka kilometrów przed celem złapał nas deszcz, więc w garażach mogliśmy bez wysiłku umyć namoczone wstępnie maszyny. Szkoda tylko Harleya Darka, bo to był jego pierwszy deszcz od czasu zejścia z taśmy produkcyjnej. Ale kiedyś musi być ten pierwszy raz
To był zdecydowanie miły dzień.