
Bo dotarciu na miejsce, oczekiwanych motórzystów doszło do szybkiego otwierania metalowych pojemników, oraz
zagladneliśmy do szafy gdzie znaleźliśmy ciekawe wyjściowe nakrycia głowy ...

Nie marnując czasu gitara poszła w ruch, nawet Aga słysząc te wrzaski i krzyki wpadła do garażu zaczepiając o
glistę wyłażącą spod gruntu, podziwijącą stroboskowe pokazy na niebie..

W tak gorących, klimatach, doszlo też do pokazywania miejsc, w których koledzy się "pobrudzili" aż pies na to
wszystko patrzył- hmm może to chodził o wskazywanie miejsca blaszanych pojemników, wypełnionych "półsyntetykiem"

W miedzy czasie było też i spokojnie ...

Tak czy owak, przymierzanie trwało nadal, już myślałem że to karnawał...
, prawie jak górnik 
I nagle odwiedził nas Lord Vader . buuu
- aż pies był w szoku 
Mimo, że imprezy dochodził koniec, próbowaliśmy wyjechać z garażu składakiem, jednak zbyt szeroki rozstaw
kierownicy, podpatrzony model u "Fidela", nie udało się wyjechać speedifemką z garażu

KOniec niestety nastał, ale wspomnienia pozostały...

Dzieki wszystkim za ciekawy wieczór... do następnej ulewy <szczała>:)