Na ziemi łaszczowieckiej 01-05-2011
: sobota, 7 maja 2011, 17:21
Piękna pierwszomajowa niedziela a tu stan zdrowia nie pozwala na jazdę motocyklem. Żeby nie ryzykować zejścia śmiertelnego z nudów postanawiamy pojechać autem do Horyńca. Po drodze odwiedzamy Zgrywusa. Jak się okazuje małżonka jeszcze tęskni za Goldasem.
Telefon od Presesa zmienia nasze plany i dołączamy do Zgrywusa i Cykusia udających się na wezwanie naszego przywódcy (a może przy wódce - nie wiem jak to się pisze).
Jak to zwykle na naszych kresach, po drodze podziwiamy piękne, wiosenne krajobrazy a na miejscu lokalny folklor. Poszukiwania odpowiednio godnego miejsca do odpoczynku kończą się wreszcie sukcesem: Przybywają pozostali jeźdcy. Wśród nich dwie miłe niespodzianki. Wiesia już nie w roli plecaczka, lecz na swojej maszynie oraz ten, który jeszcze kilka miesięcy temu prubował nas opuścić by pojeździć po niebiańskich autostradach: Po przejażdżce po okolicy nie mogło zabraknąć ogniska. Skromny ale smaczny posiłek uświetniły swoją obecnością Władze KBM. Młody narybek, jak to bywa w stadzie, musiał się zadowolić resztkami wydobywanymi z popiołów ogniska
W drodze na herbatkę u Prezesa podziwialiśmy znów nasze piękne rodzinne krajobrazy.
Przed Zgrywusem, z dużą gracją i pewnością siebie Wiesia pokonywała zakręty ziemi podkomorzego bełskiego i starosty horodelskiego Aleksandra Łaszcza.
A wszystko to miało miejsce w czasie gdy na południu i Zachodzie Polski zagościła z powrotem sroga zima
Jak to zwykle na naszych kresach, po drodze podziwiamy piękne, wiosenne krajobrazy a na miejscu lokalny folklor. Poszukiwania odpowiednio godnego miejsca do odpoczynku kończą się wreszcie sukcesem: Przybywają pozostali jeźdcy. Wśród nich dwie miłe niespodzianki. Wiesia już nie w roli plecaczka, lecz na swojej maszynie oraz ten, który jeszcze kilka miesięcy temu prubował nas opuścić by pojeździć po niebiańskich autostradach: Po przejażdżce po okolicy nie mogło zabraknąć ogniska. Skromny ale smaczny posiłek uświetniły swoją obecnością Władze KBM. Młody narybek, jak to bywa w stadzie, musiał się zadowolić resztkami wydobywanymi z popiołów ogniska
A wszystko to miało miejsce w czasie gdy na południu i Zachodzie Polski zagościła z powrotem sroga zima