Niedzielnych kilometrów parę 10-06-2012
: niedziela, 10 czerwca 2012, 20:00
Prognozy pogody na niedzielę 10 czerwca nie były zbyt optymistyczne, ale ranek był całkiem przyjemny więc postanowiliśmy z moim plecaczkiem nie marnować dnia i ruszyliśmy do Suśca. Po krótkim pobycie u Zbyszka Naklickiego (O.W. Roztoczanka), który wybił nam z głowy przejazd na Szumy trasą, która na mapie wyglądała zachęcająco pojechaliśmy do Mirka Zaborniaka (Karczma Dębowy Dwór) w Rudzie Różanieckiej. Na obiad trzeba było poczekać, ale dzięki temu w międzyczasie dołączyli Dylo, Boruta, Waldi i Darek.
Po obiadku (zwłaszcza pstrąg z zestawem surówek był bardzo dobry) krótka narada nad mapą:
i decyzja, że na deser jedziemy do Horyńca.
Po drodze było zwiedzanie jednego z bunkrów Linii Mołotowa: Ponieważ nie wszyscy w Horyńcu byli, musiałem pokazać najciekawsze okoliczne atrakcje:
Nowiny Horynieckie: Zalew: No i oczywiście obiecany deser: zwłaszcza Dylowi: W czasie wycieczki zdarzały się też odcinki "terenowe": Ponieważ dzień zbliżał się ku końcowi, a pogoda zdecydowanie sugerowała nam, że czas wracać pod dach w szybkim tempie udaliśmy się do Zamościa. Dopiero na kilka kilometrów przed celem złapał nas deszcz, więc w garażach mogliśmy bez wysiłku umyć namoczone wstępnie maszyny. Szkoda tylko Harleya Darka, bo to był jego pierwszy deszcz od czasu zejścia z taśmy produkcyjnej. Ale kiedyś musi być ten pierwszy raz
To był zdecydowanie miły dzień.
Po drodze było zwiedzanie jednego z bunkrów Linii Mołotowa: Ponieważ nie wszyscy w Horyńcu byli, musiałem pokazać najciekawsze okoliczne atrakcje:
Nowiny Horynieckie: Zalew: No i oczywiście obiecany deser: zwłaszcza Dylowi: W czasie wycieczki zdarzały się też odcinki "terenowe": Ponieważ dzień zbliżał się ku końcowi, a pogoda zdecydowanie sugerowała nam, że czas wracać pod dach w szybkim tempie udaliśmy się do Zamościa. Dopiero na kilka kilometrów przed celem złapał nas deszcz, więc w garażach mogliśmy bez wysiłku umyć namoczone wstępnie maszyny. Szkoda tylko Harleya Darka, bo to był jego pierwszy deszcz od czasu zejścia z taśmy produkcyjnej. Ale kiedyś musi być ten pierwszy raz
To był zdecydowanie miły dzień.