jak biorę kogoś kto nigdy ze mną nie jeździł motocyklem to zawsze na początku instuktarz:
- w zakrętach pochylasz się dokładnie w tą stronę co ja, inaczej szpital
- w zakrętach pochylasz się dokładnie tak bardzo jak ja, inaczej szpital
- żadnych gwałtownych ruchów, inaczej szpial
- trzymasz się tu i tam, albo tu i tu lub tam i tu...tutaj nigdy, bo....mam łaskotki i wylądujemy w szpitalu
- nogi masz zawsze na podnóżkach do momentu aż Ci powiem, że koniec jazdy
- za szybko? poklep mnie abym wiedział, że się boisz, zwolnię
- wywracamy się wówczas gdy zaczynasz trzeć kolanem o asfalt, wcześniej jesteśmy w normalnym pochyleniu w zakręcie
- jeżeli coś jest nie tak poklep mnie, wówczas zwolnię, zatrzymam się...
-
absolutnie nigdy nie zsiadaj z motocykla podczas jazdy...jeżeli sam sobie przy tym nie zrobisz krzywdy to z całą pewnością ja ci ją zrobię jak tylko cię dorwę....zapewne zaraz po opuszczeniu szpitala
dalsze tłumaczenie zachowań podczas hamowania, przyspieszania jest bezcelowe, bo nasz przyszły pasażer już mnie nie słucha...własnie odmawia pacierze, robi rachunek sumienia itp
tuż przed ruszeniam często rzucam za plecy refleksję, jak wspaniałą sprawą jest motocykl, coś o niezapomnianych przeżyciach i dotykaniu Boga...
