Wczoraj odebrałem motor od mechanika. Drobne poprawki, regulacja sprzęgła, hamulców, wymiana płynów. Stacyjka była rypnięta, motor nie gasł. Mechanik stwierdził, że wykorzysta nieużywany"dzyndzel" pod ramą jako przycisk pod ramą jako wyłącznik. Wszystko był git, wyjechałem od mechanika, pojechałem a stacje benzynową i zaczął się problem. Aku padł. Nie miałem co zrobić, był późny wieczór więc odpaliłem motor na tzw. pycha. Wróciłem do domu. podłączyłem aku. na 8h ładowania (klemy były na 100% dobrze podpięte). Dziś podpiąłem spowrotem łobuza. odpalam, zgrzyt zgrzyt i tyle z odpalania. Druga, trzecia próba, lipa. Kontrolki zaczęły przygasać, włączyłem na postoju kierunki, kontrolki przygasły, a kierunki ledwo się zajarzyły.
Nie wiem co może być tego przyczyną. Bezpiecznik jest lekko zaśniedziały, może być przyczyną?? Płytki w aku są tylko troszkę przykryte, ale to nie powinno moim zdaniem tak wpływać. Co o tym sądzicie?? Miał może ktoś taki sam problem??
BTW. Odpaliłem go drugi raz na pycha i przy trzymaniu sprzęgła na jedynce gaśnie, muszę delikatnie przekręcać manetkę od gazu.
P.S. Pytanie nie związane z tematem. Odpalenie na popych może wpływać na uszkodzenie łożyska w kole??