Zlot - Bałtów 2-4 sierpnia

...czyli to, co lubimy najbardziej.
Agnieszka
Zwykły forumowicz
Posty: 20
Rejestracja: niedziela, 16 czerwca 2013, 15:41
Motocykl: Yamaha

Zlot - Bałtów 2-4 sierpnia

Post autor: Agnieszka »

Kto był w Bałtowie na zlocie? Ja byłam, kto się ze mną podzieli wrażeniami? Jak Wam się podobało?
Awatar użytkownika
Wiatr w Polu
Zwykły forumowicz
Posty: 1622
Rejestracja: poniedziałek, 9 czerwca 2008, 11:41

Re: Zlot - Bałtów 2-4 sierpnia

Post autor: Wiatr w Polu »

Agnieszka, jak jeszcze raz będziesz na zlocie na którym ja jestem i się do mnie nie przyznasz, to Cie kopne w zadek. Obiecuję. Niech ja Cie tylko zidentyfikuję i zlokalizuję :)

Było tak...
Ja startowałem z Łańcuta, a Paweł (Paolo350) z Orłów. Umówiliśmy się na dalszą jazdę na stacji benzynowej za Leżajskiem. Paweł zadzwonił, że wyjeżdża, ja pomarudziłem chwilę u teściów i w drogę. Idealnie zgraliśmy się w czasie – spotkaliśmy się na rondzie w Leżajsku. Droga była fajna, słoneczko, szybko minęliśmy Stalową Wolę, Sandomierz i na miejscu. W Bałtowie zatrzymaliśmy się przed sklepem. Z przeciwnej strony, od Ostrowca Świętokrzyskiego ktoś pruje dragiem. Lewa w górę i poznaję motocykl oraz znajoma sylwetkę, to Edycja z Lubaczowa (gdyby nie jechała inną drogą, to byśmy się spotkali. Rozbijamy namioty, poznajemy sąsiadów, dojeżdża Piotrek z Milanem (Milan, to ten młody, co mnie w Jeziórku wyczaił zaraz po przyjeździe. Kolejny zlot, to się już znamy jak łyse konie). Nieopodal nas biwakuje Krzywobrody (zaprasza na kielicha). Pierwszy raz się widzimy, ale znamy się z form. Edycja, niestety, zamiast, jak człowiek rozbić namiot, zaklepała sobie kwaterę. Podobno blisko (jak blisko, to się jeszcze okaże). Wesoło mija nam dzień pierwszy. Pole namiotowe się zapełnia (a raczej pola, bo było ich kilka), przed zmierzchem organizatorzy proszą nas uprzejmie, ale stanowczo, żeby odstawić motocykle na park maszyn. Nie mam nic przeciwko temu. Lubię mieć motocykl blisko siebie, ale wiem, że są ludzie, którzy po alkoholu lubią sobie pojeździć. Idziemy z Pawłem odprowadzić Edycję (żeby jej wilki nie zjadły i takie tam. Z buta wyszło nam z 5 km. Szliśmy z pół nocy. Motocyklem to tylko 1800 metrów. Po 4 idziemy spać, a jak 20 minut później przyjeżdża „myszowozem” Mysza z Kociątkiem to śpię tak twardo, że nawet nie słyszę komórki. Nie wiem, jak nas znalazła, ale chyba po chrapaniu. Budzę się rano, a tu kobieta koło mnie (znaczy Mysza). Jakieś śniadanko, leniwe przedpołudnie, pogaduchy, upał taki, że każdy szuka cienia. Nie było SKWARY, ale był skwar. Sporo znajomych z P2K. Prócz Krzywobrodego Shazza, Scherciak (nie wiem, czy dobrze piszę) był Jas75, Mefiu, jakiś kolega z Dębicy, który nie chciał zdradzić swojego nicka i mnóstwo innych osób, które znam tylko ze spotkań, z twarzy, a nie kojarzę imion i nie dopasowuję nicków (wybaczcie). Byli tez znajomi wystawcy: Marzena i Grześ, których bardzo lubię, i o których myślę, że jeżdżą na zloty nie tylko dlatego, że chcą coś sprzedać, ale po prostu dlatego, że to lubią. Sobotnie przedpołudnie przyniosło jeszcze jedna niespodziankę. Nasz znajomy Piotr (z Tarnobrzega) zablokował sobie kierownicę tak skutecznie (HD Elektra Glide), że nie dało się nawet kluczyka włożyć. Duzy kłopot, duże zmartwienie. Po wielu próbach, dywagacjach, pomysłach, konsultacjach zrobił to sam za pomocą mojego noża i puszki od piwa (ale nie powiem Wam, jak to się robi). Wieczorem koncert Kobranocki, pogaduchy przy namiotach, znowu 5km z buta, żeby odprowadzić Edycję (bo wilki, gwałciciele). Niedzielny poranek to głównie Paweł, jego kuchenka, zupki chińskie i kawa w litrowym kubku. Materac przed namiotem, wylegiwanie się i przesuwanie tego materaca w cień. Ok 13 wyjechaliśmy. Zgarnęliśmy po drodze Edycję, tankowanie i ogień. Super się jechało – przelotowa to 110 - 115. Między Sandomierzem, a Stalową musieliśmy sporo wyprzedzać i chyba Edycja się trochę wymęczyła z nami, ale dawała radę. Myślałem, że podobnie jak tydzień temu rozjedziemy się w Leżajsku. Lukałem, gdzie by się można zatrzymać, zapalić fajkę, pożegnać się. Zerkam w lusterko, widzę tylko Pawła. Zwalniam do 10 km/h, pytam Pawła, gdzie Edycja? Skręciła na Tarnogród… Szkoda, nawet się nie pożegnaliśmy. Nie tak to miało być. Na rondzie w Leżajsku zjazd na rynek, chwila spoczynku, dla ochłody lody. Naprawdę dobre, polecam. Potem ogień i do domu. Jeszcze Pawłowi zaczął bagaż zjeżdżać, na koniec jakaś awaria gaźników (czym się wyraźnie zmartwił), ale dobrze, że na koniec. Krótkie pożegnanie – do zobaczenia za tydzień: W Łańcucie, a Ustrzykach, albo na ognisku forumowym.

Suplement dotyczący organizacji
No to, jako się rzekło dwa słowa o organizacji. Na pewno „mało czytelna” brama, choć to nie mój problem. Ale nie wiedziałem, czy już się zatrzymać, czy jechać dalej, bo nie było widać, gdzie kasa, gdzie się zatrzymać. W nocy Mysza przejechała bramę nawet jej nie zauważywszy. Dopiero rano poszła wyrównać rachunki.(jak pisałem – nie moja sprawa). Było dużo ochrony. To plus. Ochroniarze byli życzliwi, uprzejmi ale konkretni. Nie wolno wejść na koncert z piwem w butelce, ani z butelką od piwa. Negocjowałem, ale nic to nie dało. Przelałem piwo do puszki, bo nie lubię pić szybko, i było ok - chłopaki mają swoją robotę, dbają o bezpieczeństwo, chwała im za to. W drugi dzień motocykle parkowały przy namiotach, a park maszyn po zmroku był zamknięty. Pytałem o to organizatorów. Przyczyna była prosta – w sobotę wieczorem sprzedanych było 3700 „wjazdówek”, park maszyn był pełny, nie było już gdzie tego upchnąć. Postanowiłem sprawdzić, czy nie można wejść na park po zmroku. Kategoryczny zakaz, chyba że wyjeżdżam. Nie wyjeżdżam, ale mam kluczyki, chcę sprawdzić, czy mój motorek ma się dobrze – nie ma sprawy, jeden z organizatorów pójdzie ze mną… Po 10 krokach zrezygnowałem. Gdzie ja tu znajdę swój motocykl? Dałem spokój. Chciałem przecież tylko sprawdzić. To tez plus. W „strefie koncertowej” paliło się ognisko. Jakoś tak wyszło, że przy nim nie siedziałem, ale drewna było tyle, że mi by na pół zimy wystarczyło. To znowu plus. Przyuważyłem nawet, że w sobotnie popołudnie wymieniano Toi Toie, a było ich wiele – kolejny plus. Kiedy w niedzielę rano znalazłem swój motocykl i wyjeżdżałem, „strażnicy parku” sprawdzali dowody rejestracyjne. To tez plus (mi już nawet nie chcieli sprawdzać, bo jakoś dobrze zapamiętali mnie i moja maszynę, ale dla porządku sprawdzili)… W myślach szukam wad i niedociągnięć, ale nic mi się nie nasuwa. Zakończę zatem tak: Jeden z największych zlotów, na jakich byłem (może po Zemplinskiej Sirawie), mimo to organizacyjnie dobrze ogarnięty. Jak dla mnie 5 z plusem.
Wojownik musi czuć zapach wojny, musi wiedzieć, że jest potrzebny. W czas pokoju tylko dudnienie KODO jest zwiastunem błogosławieństwa Cesarza do wymarszu na bój.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Zloty, imprezy, wycieczki, spotkania”